Czas na nowego walla (nie mylić z Walliem).
Jestem zagrzebana po uszy w kocich włosach, nos mam opuchnięty, gardło mnie swędzi… Żyć nie umierać.
Nijak nie mogę się zabrać do Bangkokowania nr 3 – co i rusz jakowys zryw się pojawia i nawet siadam przy komputerze..Ale w tej samej chwili cała chęć, nastrój blogowy i siła pisarzo-stukacza znika. Chwała Bogu, że jeszcze z łóżka się zwlekam do pracy.
Istnieje podejrzenie iż zeszło-weekendowa wyprawa londyńska zaowocowała nabyciem grypy. Na potwierdzenie mam cały weekend.. A potem już tylko sajgon pracowy, więc nawet jeśli z tą grypą to prawda to mogę ją sobie wsadzić głęboko. Tak czy siak pracować będę musiała. A że dygot gorączki i wysięk nosowy będą mi w tym skutecznie przeszkadzać – to już inna sprawa.
No i tak to…
Pochwaliłabym się jeszcze udaną potrawką z kurczaczka, ale pożarta, a zdjęć zdążyć nie zrobiłam – co tylko potwierdza ową udaność potrawy…
Tak więc – bum cyk cyk – nowy wall – taki bardziej girly style:
Po większy look – klikać na obrazek.
Siurp nosem, dryg gorączkowy udo/kolanem
I’m done for today………




