No i wypstrykło! Wszystko na raz. Wszelka ochota i energia skierowała się ku rysowaniu. Końca nie widać. Bardzo Cię proszę roku 2009 – nie zmieniaj się! Podejrzewam, że moja wena czuje już pismo nosem. Za chwilę ruszam na 3 tygodniowe wakacje i zostawiam komputer w domu. Postanowiła zatem naprodukować ile się da jeszcze przed wyjazdem. Ihaaa!
Doodles..kolejnyyyy (z okazji kupienia duuużej ilości BiC penów)
Zeskanowany i podkolorowany w photoshopie:
Zaczęty, poczęty tabletowy cuś.
Nazwa robocza: Plane Crash Baby Death (z serii tych optymistic).
Póki co zbieram jeszcze referencje do namalowania rączek itd…
I skończona próba twarzowa
. Na podstawie zdjęcia Thiago Martinsa z Brazylii (ciągle czekam na jego info czy widział moje wykorzystanie jego fotki- jak tylko dostanę dam znać!!)
1 etap to naszkicowanie na osobnym layerze zarysów twarzy. Żaden magic – zdjęcie było na warstwie niżej.
2 etap to pi razy oko kolorki i stworzenie własnego pędzla do włosów, który wygląda tak:
3 etap to już większa mordęga. Fotka znowu została otwarta i już tylko na nią zerkałam
. I męczyłam i męczyłam – póki nie zaczęło to wyglądać zadowalająco.
Ponieważ autor zdjęcia (Thiago Martins) mi nie odpowiedział jeszcze czy mogę jego zdjęcie użyć/pokazać na swoim blogu – dlatego poniżej zamiast fotki LINK bezposredni do zdjęcia.
——————————–
uffffff i to chyba wsiooo na dziś.
Jest 3:26 a ja umieram z głodu!




