Mr Penis

Potrzebna mi była kompletnie niepoważna wersja pana P. Wszystko w Illustratorze rzecz jasna :)

Powody nieznane, więc nie pytajcie.

Dziś czuję się fatalnie, właściwie fatalniej.
Czekanie na wyniki badań jest zawsze stresujące.
Więc staram się zapychać głowę głupotami, sieczką nicnieznaczoności – inaczej pogrążyłabym się na amen w tym dniu codziennym o kolorze rozwodnionej owsianki – i nijak byście mnie już nie ujrzeli.
Jaka to walka mieć siłę na siłę…
Jak grać, żeby swój własny organizm oszukać, że nie chory a w sił pełni i krasie?
Wysiłki..wysiłki…stale nowe.
A ja zmęczona jestem i wszystko mnie boli i ręce jak z waty.
I marzy mi się moja własna wyspa z pierzyny puchowej z latarnią z kubka z kakao… I chmury z ciepłych dłoni T.

I już się zmęczyłam…. więc nie pytajcie nawet o czym ten tekst.

over szmower

Opublikowane w: on październik 29, 2009 at 5:51 pm Dodaj komentarz
Tags: , , ,

Aion

Zanim ocenicie mnie źle i powiecie, że na głowę upadłam – wyjrzyjcie za okno. A teraz spójrzcie na screenshoty, na kuse me wdzianko i może zrozumiecie. W Aionie jest lato.
Próbując wszelakich frakcji, klas, stron dobra i zła zdecydowaliśmy się z T. na “upadłych”. Niekoniecznie dlatego, że nauczeni doświadczeniem WoW-a mamy więcej niż pewność, że Horda prawie zawsze spuszcza Alliance-owi manto. Wybór podyktowany był szybkim logowaniem do serwera, świetnym sposobem poruszania (skok podobny do skoków Night Elfów z WoW-a, czyli ze szmeksi przewrotką) oraz rzecz jasna świetnie wyglądającymi czarnymi skrzydłami ;P i prostą do zapamiętania i wymówienia – nazwą własnej rasy Asmodian (oddzieleni od Elyos, żyją po ciemniejszej stronie Tower of Eternity..)
Cału urok Aiona to customizacja postaci. Można stworzyć praktycznie dowolnie wyglądającego osobnika. Może być miniaturowy, albo bardzo wysoki, szeroki, chudy jak szczapa, z włosami (do wyboru kilkanaście fryzur) lub bez, z wąsami, tatuażami, piegami, dowolnym kolorem skóry, oczu, włosów itd..
Ci, którzy znają program POSER- będą wiedzieli o czym mowa.
Każda część ciała ma osobny suwaczek do regulowania parametrów. Późniejsza gra oferuje możliwość farbowania zbroi (barwniki do kupienia u brokera – coś jak AH w WOW-ie), customizację wyglądu broni, itd..itp.
Czy Aion zastąpi mi WoW-a? Za wcześnie na wyciąganie pochopnych wniosków. Wiedzieć będę jak Zmora zostanie wylelevelowana , a gra nadal dostarczać mi będzie rozrywki. WoW osiągnął to czego innym grom się nie udało – zatrzymał mnie przy sobie na ponad 4 lata i mam nadzieję, że ten kto go pobije – być może Aion – będzie tego wart :)

Tak czy siak – zapowiada się, że starczy rozrywki na długie, polskie, zimowe wieczory.
Do zobaczenia w Aionie :)

Zmora i Blacknight
aion1

Zmora i Blacknight (w tle płonący bibilijny krzew)
Aion2

:P
Aion3

T.! Znowu zapomniałeś sprzątnąć kotu!!!!
44444

Zasłużony odpoczynek po tłuczeniu umarłych i robali.
Aion5

Opublikowane w: on październik 1, 2009 at 8:53 am Dodaj komentarz

Retro bird

Dzisiejszy asjament to ptak retro.
Ptakon zrobiony w Illustratorze a potem wsio oteksturowane w photoshopie. Nie mogłam się zdecydować na wersję kolorystyczną mimo, że aż tak się od siebie nie różnią. Tak więc umieszczam obie bo nie nie wiem dziś nic a nic.
Nadal mam kaca po poprzednio-postowym niby wierszyku.
Ale tak – mam się znakomicie – stres jak szalik zaciśnięty wokół mej szyji świetnie mnie chroni przed chłodu spokojem. Brzuch nadal galaretowaty, wysypiać nadal się nie wysypiam i kot nie zaprzestał włoso-wypadania w ilościach hurtowych.

ot i tak to.
miłego dnia lub nocy dla dziennych koszmarków bądź nocnych marków…

 ver1

ver2

I jeszcze idiotyczna fantazja na temat ptakona:
33333333333 
Puszka pochodzi ze strony: SXC.hu LINK

Opublikowane w: on sierpień 12, 2009 at 12:22 pm Komentarze (2)

Doggie i kupa

doggie jaki jest...

Dzisiejszy jakże uroczo zakrapiany deszczem dzień.
Nic mi się nie udaje i nic udać się nie ma.
Degrengolada myśli i własnego i tak postrzępionego samopoczucia.
Mail nie działa jak należy, brzuch mam galaretowaty, wszystko mnie boli a najbardziej to, że wogóle jestem.
Sączę więc te siuśki bycze Red Bullem zwane, bo bogate są w taurynę. I z całych sił wierzę, że mój mózg się obudzi i wyprodukuje mi jeden genialny pomysł na to jak żyć.
Wcale nie w zgodzie ze sobą – za to w zgodzie z innymi.
Dzisiejsze odkrycie jest takie, że lubię siebie i szanuję tak długo jak jestem sama ze sobą. Dodajcie kogoś z niekoniecznie pozytywnym attitude i już nie mogę na siebie patrzeć.
Albo kogoś kto czuje się super duper wspaniale – w każdym razie bijąc mnie swoim szczęściem na głowę..lub może raczej po głowie.
Marzę wtedy by zniknąć, prysnąć, zdematerializować się.
Tak bym sobie chodziła wśród wielkiej bieli, gdzie nie ma niczego co może wywołać jakąkolwiek reakcję. Ślina by mi ciekła ust bokiem, a ja bym tak sobie szła w ani zimnie ani cieple, przed siebie bez celu, bez presji i serca kołatania nerwowego.
W mózgu transparentnym jak bańka mydlana pływałaby ryba Cichonka.

niebyt
niezbyt
osiągalny
niczym sen
budzikiem porannym

tupię
zbyt lekko
by wierzyć
że dotrę
zbyt lekko
by nic nie było na marne

hop sa sa

No i tak to. Czas się zawstydzić myśli-blogo-zlepkiem. Czmychnąć sprzed ekranu, bo a nóż mnie ktoś zauważy.
Dać się połknąć kołdrze wielkiej jak wieloryb.
Zniknąć, czmychnąć i śladów po sobie nie zostawić.

amen.

P.S> i miałam iść na rower. Zawsze jak mam iść na rower leje.
To nie może być zbieg okoliczności. No to sobie jeszcze posiedzę -miękko na swoim wielkim pupsku.

Opublikowane w: on sierpień 11, 2009 at 1:00 pm Dodaj komentarz

Znikający punkt

Moja babcia jest w szpitalu. Ma udar mózgu. Sparaliżowną lewą stronę. Nie może przełykać. Nie mówi i nie widzi.
Nie wie, że ją odwiedziłam. Spała kiedy przyszłam na tyle mocno, że nawet mycie jej nie obudziło.

Mam nadzieję, że zdążę się z nia jeszcze pożegnać i dać jej tego audiobooka, którego kupiłam a nie zdążyłam dać.

Odreagowuję cały dzień słuchając Audioslave-a – Gasoline.

qqqqqqqqqqqq

good-bye

I tak zdaję sobie sprawę z chaotyczności tego postu, ale nie wiem co jeszcze miałabym napisać. Teraz wszystko rozgrywa się gdzieś w mojej głowie i chyba nie do końca mam ochotę epatować szczegółami swoich emocji..

Opublikowane w: on czerwiec 26, 2009 at 5:13 pm Komentarze (1)

True King of Love

królon.jpg

Po intensywnym długim weekendzie – przyszedł czas na “krzywienie”. A, że moje rzeczywistości (liczba mnoga nieprzypadkowa) w większości są pokrzywione – wszystko grać powinno.

Lecz nie gra…
Coś się nastraja, ale bez sensu.
Ktoś gubi instrument, ktos inny nuty.
Dziś już nie mam ani siły ani ochoty w krzywizny swych zawiłości się zapuszczać.
Oddaję się zatem w ręce swej kołderki. Pulchne jak bochny chleba, wielkie jak morza nadzieji – odgrodzą mnie od zbytecznych myśli odpadków, aż do rana gdy cała zabawa życiem zwana zacznie się od nowa… I znowu gucio wiedzieć będę, za to odczuwać aż nadto.

i tak to.
dobranoc

Opublikowane w: on czerwiec 14, 2009 at 9:38 pm Dodaj komentarz

Happy 33

nightelf_male250x
Klik co by Pan Fiolet potańczył – klik hard..

Z okazji urodzin życzę sobie wszystkiego najlepszego. Czymkolwiek “wszystko najlepsze” jest. Wisieńką na torcie, utratą 300 kg wagi, wygraniem konkursu Corela, udanym życiem, albo ciekawym życiem, albo jednym i drugim…

3/5 lvl do 80-tki. Epicki mount latający i 300 golda w kieszeniach.
Żyć nie umierać.

Drogie życie w realu – screw You.
I niech  żyją Night Elfy – tak na dziś dzień niech żyją 100 lat!!!!!

P.S. Drogi Kocie vel PanaKota bardzo Cię przepraszam za dzisiejszą nagłą utratę kochones.

I tak – nowy epicki mount – dzięki Bogu za jego szybkość –
wrzody od razu mam mniejsze:
wow1
Nowa strzelba i wogóle broń – przesiadka z kuszy :/ bitewnej (btw ukochanej). W planach kolejna pukawka, ale to za 1500 golda wprzód:
wow2 

I jedno z zabawniejszych kamuflaży – tu na swoim ukochanym Czarnuszku vel Szkaponie, tuż przed polowaniem na wojowniczki smocze:wow3

ooooo…
ale dziś mam urodziny więc WoW nie działa na moim realmie.
Bo jak wiemy urodziny są do dupy i najlepiej o nich zapomnieć.
Tak więc przynajniej na blogu się WoW-em nacieszę.

A tort Mamusiu kochana jest BOMBA i kto nie jadł ten trąba.

Opublikowane w: on czerwiec 2, 2009 at 7:35 pm Komentarze (6)

Ciąg dalszy i nic się nigdy nie kończy..

konkurs

I 2 nowych stworzonów :)
3333  

Dzisiejszy dzień upłynął  radośnie na pracy w domu, przy dźwiękach walenia w rury (dźwięk rannego walenia, który utknął w rurach), w tumanie kurzu z rozkuwanej ściany (tylko tuman może się kurzyć gdy widzi, że ktoś pracuje ciężko by kurzyć mógł się ktoś), kompletnym bezkawiu z okazji śmierci mleka i innych wspaniałościach dnia poniedziałku.

Gdy już uporałam się z pracą, nie uporałam się z kurzem, który uporał się natomiast z wszelkimi przedmiotami w domu – począwszy na pomidorach, a skończywszy na odstępach międzyklawiszowych laptopa..

Dojechała za to nawigacja samochodowa, która żyje własnym życiem i co gorsze (wg T.) nie ma trójwymiarowych domków.
Wnioskuję z tego, że ludziki z mapy nie będą miały gdzie mieszkać. W płaskich domkach mieszczą się bowiem jedynie dywany i to te raczej mało puchate.

Uznaliśmy zatem, że nawigacja jest fantastyczna, ale że nie przeszkodzi nam w gubieniu się we własnym mieście. Jako, że gadżet to gadżet i w zęby mu się nie zagląda, co najwyżej wali w nie pięścią ze złości – wróżę nawigacji krótki acz intensywny żywot.

Przyczerniać nie ma sensu, bo i tak wszystko wyjdzie w praniu.
Zupełnie jak paszport T., który swe istnienie ujawnił dopiero po wyjęciu spodni z pralki. Swoją drogą straszny z niego sprycioszek, być paszportem i się przemycać cichcem do pralki.
Widać życie mu obrzydło.

Nikt tego jeszcze nie wie, ale lata liczy się w wypranych paszportach. Wg mojego kalendarza mamy rok 1.
Wszystko przede mną…

P.S do pana od projektowania tego dzyndzla do przyczepiania nawigacji do szyby – Słuchawka retro telefonu to wspaniała inspiracja, mam cichą nadzieję, że nie zasłoni mi połowy szyby.

……………………………………………………………………………………………

Opublikowane w: on maj 11, 2009 at 7:08 pm Dodaj komentarz

Gone fishing

fishingggg
Godzinna przerwa w pracy ;P
No to ruszam szukać szczęścia…
Zawalona robotą nie mam czasu na rzeźbienie grafiki konkursowej.
Heh…
A tym czasem..borem, lasem..znaleźliśmy z T. będąc długo-weekendowo na Mazurach – kocurka. Jest to albo Maine coon, albo leśny norweski.

iiiiiiiiiiiiiiii fot. Marcin Jagnus – wszelkie bezprawia zastrzeżone

Chudy jak nitka z dziką kolonią czterdziestu paru kleszczy na sobie, rozpaczliwie miauczący i zagubiony.
Trzeba przyznać, że chłopak miał więcej szczęścia niż rozumu.
Zawieźliśmy go do weterynarza i już dnia następnego objawili się jego nowi właściciele.
Tak więc Rudy pojechał do Warszawy, szukać szczęścia w stolicy, a T. (bo to głównie on upierał się co by kocura ratować) zarobił wejściówkę do nieba bram.
No i tak to…

Cała reszta życia to wydatki, wydatki i jeszcze raz wydatki.
Never ending story.

Za to mamy z T. nową rakietę.
Alleluja.
Jeszcze nigdy obce galaktyki nie wyglądały tak bossko.

Opublikowane w: on maj 5, 2009 at 11:48 am Komentarze (1)

Panapuplon – etap IV i kolejny stworzon

Tym razem same close-ups :) . Wraz z przybyciem kolejnego stwora postaram się pokazać więcej.
Postanowiłam, że będzie to najgigantyczniejsza moja praca w Corelu ever. Przynajmniej na dzień dzisiejszy. Jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia.
Gdyby ktoś pytał – nie mam kompletnie pomysłu na te wsie stworzenia. Jakby ktoś powiedział w english language:
they just keep popping….

Dzisiejszy dzień poza tajemną niespodziankowością, którą była ciutkę stresująca – można zaliczyć do niezmiernie udanych.
Co do tajemniczości niespodziankowości – tak w końcu powiem o co chodzi. Ale jeszcze nie teraz.

13-tka na hełmiku dla T., który owąż liczbę uważa za własną, tudzież szczęśliwą. Mogę mieć tylko nadzieję, że po znajomości owa liczba obejdzie się ze mną jak trza i krzywdy mi nigdy nie zrobi.

Kłapię 13 razy powiekami ze zmeczenia, 13 razy kończąc już ten post oraz wypowiadając dobranoc – 13 razy.

closeup1

closeup2

Opublikowane w: on kwiecień 21, 2009 at 10:23 pm Dodaj komentarz