Punkt G …

punkt G

Dzisiaj po dentyście ;P – don’t ask.

Opublikowane w:  on czerwiec 10, 2009 at 9:56 pm Dodaj komentarz

Chuć ciasteczkowa i grypizm

daje nam po zsumowaniu:
cookie

Odnowiona miłość do fontu HELVETICA :) .
Ale to dlatego, że jam podatna na cały reklamowo/emocjonalny/blabla/ crap i obejrzałam film “Helvetica” (<< klik, klik)

No i teraz nie ma bata – będzie Helveticowanie….heh

I naprawdę idę już spać ;/

Opublikowane w:  on luty 28, 2009 at 11:45 pm Dodaj komentarz

Szkoda, że…

Pierwsza produkcja po-urlopia. Od razu “optymistyczna”. Jak zwykle z cyklu Mood Logos. Nie mam tym razem pojęcia dlaczego tak a nie inaczej. Winić można:
- wiater
- szarość zaokienną
- futro gubność kocią
- futro czarno ubranio przyczepność
- kaszel z głębin
- nienamacalność czekoladzią
- brak zajęć niechcianych (czyt. praca)
- postępującą opalenizno znikomość

Voila!
 szkoda-czasu-ML

Opublikowane w:  on luty 9, 2009 at 9:36 pm Dodaj komentarz

Szaro, buro i do …..

qqqqqqqqqqqqqqqqqqqqqqq

Stworzyłam więcej tego stuffu – przyda się na inne okazje :P
Pupson nazwany nie został jeszcze…więc niech bedzie roboczo Pupsonem..o!

not-sure-mood-logo

Opublikowane w:  on listopad 5, 2008 at 1:12 pm Komentarze (3)

NOT sure

Dzisiaj nie jestem pewna…nic nie wiem i o niczym wiedzieć nie chcę. Wyciągam wtyczkę myślenia z gniazdka niepokoju i mam wszystko w nosie. Myślenie na dziś jest passe, a tym bardziej pewność jakakolwiek. I niech ten cholernik blodzi, który co i rusz połyka polskie znaki idzie w cholerę. Dzisiaj chcę spokoju. Nie musi być święty..ważne żeby był wytrwały i łatwo się nie zrażał.

Z okazji nie bycia pewną – mood logo (którą wersja kolorystyczna jest tą właściwą??? cholera…więc wrzucam wszystkie)…

not-sure-mood-logo2

Opublikowane w:  on listopad 4, 2008 at 5:30 pm Dodaj komentarz

Na chorobowym…ciąg bliższy niż dalszy

wwwwwwwwwww
No i super…to się pocieszyłam chorobową wolnością…Ciurczy teraz i z nosa i z oczu i skrobie gardło.
Z orbiterka nici…chyba, że postanowię umrzeć jeszcze dzisiaj. Wcale nie szybko i nie bezboleśnie, ale za to ze 100% gwarancją.
Jeśli przyjdzie Wam do głowy użyć kropelek Acatar to ostrzegam – to mogą być ostatnie chwile waszych myśli, albowiem po zażyciu kropelek wyżre wam cały mózg. Jako się stało mi właśnie, albowiem nie wiem co mnie napadło – postanowiłam usmazyć dziś jogurt. Tak…właśnie tak – jogurt. No może nie do końca taki sam, samiutki. Zmiksowany nowiuśkim mixerem (kolejna sztańska maszyna zaraz po orbiterku), razem z płatkami owsianymi, sliwakmi suszonymi, tako samymi bananami i orzechami. Wyszła śliczna gładka masa, a że z okazji diety nie wolno mi jej było zjeść więcej niż 2 łyżki  – postanowiłam resztę przeznaczyć na patelnię.
Jak nie trudno się domyśleć był to więcej niż głupi pomysł. Placki wyglądały nawet jak placki…tylko z konsystencją coś poszło nie tak – bo raz ruszone maziały się potwornie. Na szczęście nie głoduję, a jedyne co potrzebowałam to zaeksperymentować. Tak więc eksperyment był, smród poniekąd też (przez chwilę wierzyłam, że konstystencja się poprawi jak się placuszki mocniej przypiecze), a że nie udany – to inna para kaloszy i nie należy się drobnymi niepowodzeniami przejmować.
Zadzwonił też dzisiaj klient, że w przyszłym tygodniu ma mi do zaoferowania sajgon zleceniowy. Nie powiem – jestem happy bo w przyszłym tygodniu katar będzie over, a bez pracy i utyskiwań klientów – to ja jak bez wody.
O!…
I skończy mi się zaraz papier do nosa…szlag to…
Idę chorować w spokoju dalej.
ściski niezaraźliwe

aaaa i jeszcze Mood logosy:
1) na wysoką temperaturę
2) i na niską

over

Opublikowane w:  on wrzesień 18, 2008 at 3:55 pm Dodaj komentarz

A gdyby tak…

A gdyby tak już nie robić mood logos? Albo porysować dla odmiany? Już nigdy więcej nie gdybać?

Brzucha bolenia ciąg dalszy..tak więc istnieje nikła szansa, iskierka nadzieji, że wyhodowałam własnego wrzoda, wrzodunia, wrzodeczka. Moje instynkty macierzyńskie zostały właśnie wystawione na próbę. Nie minął tydzień od ostatniego “bolenia”, a tu kolejne…a ja mam już dosyć. I jeszcze to ciągłe zamartwianie, czy uda mi się wyhodowac mego wrzoda na porządnego obywatela graficznego żółądka. Zmartwienia przyszłego rodzica….To tyle chyba. Czas isć spać. I marzy mi się wreszcie obejrzeć “REC” w kinie. Bardzo się marzy. Właściwie to chciałabym się przekonać na własnej skórze, czy aż tak scary jest. Może wcale mnie nie ruszy i bedę jedyna dzielna, odporna, BRAVE hEART.. To bym się zdziwiła. Już dawno się nie bałam. Właśnie do mnie to dotarło. Po pół roku z panią psycholog, która wypędzała mi z głowy stojącego za mną przestraszonego faceta bez twarzy – jest to całkiem miłe zaskoczenie. Przestałam się bać. A może to facet bez twarzy przestał i po prostu poszedł sobie precz. W miejsce stracho-leku przyszło “niewiemcodalej”…Ale o tym może innym razem. Naprawdę swędzi mnie już ta użarta stopa i czeka komiks do poczytania. I wcale nie mam pewności, czy ktokolwiek tu ze mną dzis jest. Zresztą czy ma to jakieś znaczenie? Pewnie takie, że jeśli ktoś czyta mojego bloga – to może się użali nad stopą, nad “niewiemcodalej” i niemożnością rysowania. I może w wyniku współczucia i lekkiej sympatii, takiej jaką można czuć do obcej przecież osoby – prześle na falach mózgoblodzich okomrugnięcie lub sympatiościsk.

rrrrrrrrrrrrrr

Opublikowane w:  on sierpień 26, 2008 at 9:24 pm Komentarze (2)