Ciąg dalszy i nic się nigdy nie kończy..

konkurs

I 2 nowych stworzonów :)
3333  

Dzisiejszy dzień upłynął  radośnie na pracy w domu, przy dźwiękach walenia w rury (dźwięk rannego walenia, który utknął w rurach), w tumanie kurzu z rozkuwanej ściany (tylko tuman może się kurzyć gdy widzi, że ktoś pracuje ciężko by kurzyć mógł się ktoś), kompletnym bezkawiu z okazji śmierci mleka i innych wspaniałościach dnia poniedziałku.

Gdy już uporałam się z pracą, nie uporałam się z kurzem, który uporał się natomiast z wszelkimi przedmiotami w domu – począwszy na pomidorach, a skończywszy na odstępach międzyklawiszowych laptopa..

Dojechała za to nawigacja samochodowa, która żyje własnym życiem i co gorsze (wg T.) nie ma trójwymiarowych domków.
Wnioskuję z tego, że ludziki z mapy nie będą miały gdzie mieszkać. W płaskich domkach mieszczą się bowiem jedynie dywany i to te raczej mało puchate.

Uznaliśmy zatem, że nawigacja jest fantastyczna, ale że nie przeszkodzi nam w gubieniu się we własnym mieście. Jako, że gadżet to gadżet i w zęby mu się nie zagląda, co najwyżej wali w nie pięścią ze złości – wróżę nawigacji krótki acz intensywny żywot.

Przyczerniać nie ma sensu, bo i tak wszystko wyjdzie w praniu.
Zupełnie jak paszport T., który swe istnienie ujawnił dopiero po wyjęciu spodni z pralki. Swoją drogą straszny z niego sprycioszek, być paszportem i się przemycać cichcem do pralki.
Widać życie mu obrzydło.

Nikt tego jeszcze nie wie, ale lata liczy się w wypranych paszportach. Wg mojego kalendarza mamy rok 1.
Wszystko przede mną…

P.S do pana od projektowania tego dzyndzla do przyczepiania nawigacji do szyby – Słuchawka retro telefonu to wspaniała inspiracja, mam cichą nadzieję, że nie zasłoni mi połowy szyby.

……………………………………………………………………………………………

Opublikowane w: on maj 11, 2009 at 7:08 pm Dodaj komentarz

Gone fishing

fishingggg
Godzinna przerwa w pracy ;P
No to ruszam szukać szczęścia…
Zawalona robotą nie mam czasu na rzeźbienie grafiki konkursowej.
Heh…
A tym czasem..borem, lasem..znaleźliśmy z T. będąc długo-weekendowo na Mazurach – kocurka. Jest to albo Maine coon, albo leśny norweski.

iiiiiiiiiiiiiiii fot. Marcin Jagnus – wszelkie bezprawia zastrzeżone

Chudy jak nitka z dziką kolonią czterdziestu paru kleszczy na sobie, rozpaczliwie miauczący i zagubiony.
Trzeba przyznać, że chłopak miał więcej szczęścia niż rozumu.
Zawieźliśmy go do weterynarza i już dnia następnego objawili się jego nowi właściciele.
Tak więc Rudy pojechał do Warszawy, szukać szczęścia w stolicy, a T. (bo to głównie on upierał się co by kocura ratować) zarobił wejściówkę do nieba bram.
No i tak to…

Cała reszta życia to wydatki, wydatki i jeszcze raz wydatki.
Never ending story.

Za to mamy z T. nową rakietę.
Alleluja.
Jeszcze nigdy obce galaktyki nie wyglądały tak bossko.

Opublikowane w: on maj 5, 2009 at 11:48 am Komentarze (1)