… postanowiłam kupić domenę i miejsce na serwerze.
Trzy sekundy temu zakończyłam męczeństwo i chyba przez najbliższe 12h już się do stronki nie dotknę.
Tak więc.. www.gagatka.pl lub www.gagatka.com.pl
to maine new strona z okazjonalnymi wpisami, które z jakiegoś powodu nie pasują tutaj oraz, a przede wszystkim z galerią prac.
O!….a co mi tam
Stary adres możecie wystrzelic w kosmos. It’s dead…
Poniżej króliczek ze “Śmierci błekitnego ptaszona”…
By sobie nie żałować..
Wpadki, wypadki..
Wpadki i wypadki jak wiemy, chodzą po ludziach. Czasami rówież jeżdżą – nie wpadki – za to wypadki.
Wczoraj byliśmy z T. na “7-dmiu duszach”. Wracaliśmy z Galmoku. Dolna z Sobieskiego – skrzyżowanie. Jak sama nazwa wskazuje skrzyżowania istnieją między innymi i po to by ludziom krzyżować plany. Tymi ludźmi zostaliśmy wczoraj my.
Cieszę się ogromnie, że nie posiadałam w owej chwili, przybita świeżo co obejrzanym filmem (nomen omen – w filmie wypadek, który ma wpływ na życie i śmierć sporej rzeszy ludzi) ułańskiej fantazji przejeżdżania na głębokim żółtym.
Jechałam na zielonym i prosto.
Natomiast Pani A. z panią X. miały zamiar podobny, acz z naprzeciwka z małą różnicą zmiany owego zamiaru dokładnie w tym momencie gdyśmy się mijały.
Przytomna jestem, widząc skręcające na mnie panie odbiłam w prawo. Niestety pani A. nie zdjęła nogi z gazu, za to docisnęła – widać skok adrenaliny zrobił swoje. I tak oto mam skasowane drzwi, które się nie otwierają za to szumią sexy szparką, wciśnięty do wewnątrz artystycznie próg i zmasakrowane nadkole.
Koła się kręcą..silnik działa – to tyle – w końcu kwintesencja samochodu dla niewymagających..
Traf chciał, że wsiemu przyglądali się Policjanci – co początkowo mnie nawet uradowało, ale jak się okazało ciut później nie miało trwać długo. W końcu w życiu ponoć liczą się piękne chwile.
Przyznaję, że się zdenerwowałam i ręką mi zadrżała jak się już zatrzymaliśmy. Niestety zadrżała również i noga, bo wjeżdzając za paniami na chodnik golfunio pocałował swifta w tyłek. Zrobił to jednak delikatnie i niemal piezczotliwie, w końcu dopiero co się poznali i nie było mowy o zbytnim hop do przodu.
Policjanci nadciągnęli sekundę później – z wyrazem wielkiego rozbawienia w oczach i z propozycją byśmy spisały oświadczenia i “spokojnie” (k….niektórzy nie mają taktu za grosz) udały się do domów.
Trzeba jednak wiedzieć, że żadna szanująca się kobieta nie załatwia niczego jeśli nie posiada ku temu jaj. Dlatego wiedziona instynktem przetrwania dzwoni do męskiej linii rodziny w celach wezwania pomocy. Po czym staje wreszcie spokojnie, rozluźniona i czeka na dalszy rozwój przypadków.
Przyrzekam solennie, że chętnie bym się dogadała, spisała co trzeba i poszła “spokojnie” do domu, tudzież pojechała (na ową chwilę nie byłam pewna czy golfiusia nie uwiera nic w kółeczka).
Ale jeśli zjawia się nagle męska linia w ilości 2 osobnik 1 stara się mnie przekonać, że NIC się nie stało i, że po co dziewczyna (czyt. pani A.) ma dostać mandat i punkty, a osobnik 2 z rękami w kieszeniach i cwaniackim śmiechem ogląda mój rozcharatany pojazd (jak to się pisze..przez “ch” czy samo “h”????) — to ja proszę towarzystwa mam w sobie jedynie RAGE. RAGE - niekoniecznie against the machine bo swift też autko i też mi go żal w przeciwieństwie do Pani A. , która uspokojona obecnością linii męskiej wygłasza:
”No bo ja nie wiedziałam gdzie jechać”
I myślę sobie, że do cholery po to są te punkty i kary, żeby takie mistrzynie drogi następnym razem 3 razy pomyślały zanim wykonają jakiś bardziej skomplikowany manewr niż włączenie pralki.
Tak więc po pierwsze zadzwoniłam po posiłki (zaprawiony w bojach ojciec), po drugie po policję.
Przyjechali dokładnie Ci sami Policjanci, niestety najwyraźniej wkurzeni. Trochę ich rozumiem – też nie lubię się wracać, a w dodatku niedziela…w niedzielę wszystko jest do bani.
I tak zaczęła się kosmiczna autoseja.
Dmuchałyśmi w balonik, strugałyśmy ofiary, wariatki i trzepałyśmy rzęsami – wszystko po to by:
JA – dostać mandat w wysokości 220 zł i 5 pkt. karnych
PANI A – dostać mandat 450 zł i 5 pkt. karnych
Policja wyjaśnia- w świetle prawa moje muśnięcie tyłka swifta jest jednoznaczne punktowo ze skasowaniem mi całego boku.
Czy jestem zła, wkurzona, wściekła, wpieniona?
Owszem tak. Wcale nie o mandat i te walone punkty. Jestem ZWWWW za to, że nijak to nie zmieni stylu jazdy owej Pani, a nawet jeśli to są setki jej podobnych.
Jestem ZWWWW, bo wypadek to nie 1-2h pierniczenia się z obcymi, wrogo nastawionymi ludźmi i bezsensowaną policją. Wypadek to teraz 3 tygodnie bawienia się z rzeczoznawcą, lakiernikiem, blacharzem i wsiadaniem do samochodu od strony pasażera na oczach uszczęśliwonych sąsiadów (nie nieszczęściem, ale faktem, że coś się dzieje i jest inaczej).
Przyszła wiosna, a forma do bani jakby..
No to mamy wiosnę. Sami tego chcieliście. A ostrzegałam. Teraz to już tylko dbanie o formę. Rzeźbienie pośladków, ramion, wybielanie zębów i wymiana garderoby. Ciężka, ciężka praca. Ja zabieram się za nia jak tylko uporam się z katarem, jajkami kota (tak, tak – bye, bye jajka – koniec opryskiwania drzwi kocim moczem), jednym takim zębem, któremu życie w mej twarzy zbrzydło, stosami swetrów porozciąganych zimowo, brakiem pieniędzy, kwiatem od mamy, który pić chce, a nie krzyczy itd..itp.
Dzisiaj z okazji nie brania się jeszcze za własne po-zimowe ciało postanowiłam odtworzyć wiekowy już przepis (bo aż z czasów przedszkolnych) na czekoladki z płatków owsianych.
Z pewnością zdjęcie owych czekoladek poprawiłoby nie jedenemu humor na długo. Miesza się masełko na ogniu z cukrem i kakao, a jak wsio się połączy w jednolitą maź – trza wsypać płatki owsiane.
Maź powinna być na tyle kleista by można było lepić z niej coś na kształt kulek.
Cóż…..moje kulki wyszły jak tuż po wypadku z walcem. Trudno. Dziś mam katar i w nosie wszystko – a nawet więcej. Kulko-placki-rozlaźlaki poszły za karę do zamrażalnika.
A ja zniechęcona kulinarnym niepowodzeniem wynalazłam piękne zdjęcia kobiet dbających o formę.
Proszę pamiętać iż są to profesjonalistki i, że nie należy prówbować robić się w tenże sposób na bóstwo samemu w domu.
Zdjęcia zrobił pan Martin Schoeller.
A wsio można obejrzeć tu: LINK
I tak oto:
Irene Andersen, 2007
Jaki mózg – takie skille
Czytam http://babsztyle.wordpress.com/ …. ostatnio namiętnie. Czytam i szlag mnie trafia, że Bóg mi nie dał az takiej móżdżanej samodzielności. Kiedyś pisałam felietony do webesteem art magazynu. KIEDYŚ wszystko było inaczej – samoczynnie i łatwiej. Teraz jedyne co naprawdę przychodzi mi z łatwością to użalanie się nad sobą. Zazdrość kłuje w sercu, bo przecież babsztyle w zbliżonym wieku do mojego i dają radę. A ja tak kapnę dwa słowa na miesiąc – w dodatku bez tej mocy, złości, wkurwu, bez absolutnej szczerości. I tylko ciekawi mnie czy ja tak wyewoluowałam i charakter mi spowszedniał, temperament ostygł, czy też może zmęczyłam się czyms wielce po drodze.
Cholera i jeszcze gorzej..ale nawet słowo na k mi ostatnio pisemnie nie przechodzi, bo nawet ono nie nada właściwego brzmienia własnej goryczy.
Chciałoby się więcej? Wcale. Chciałoby się mieć ciągle to samo co kiedyś – zadziorność, błysk w przekrwionym oku, tupnięcie mamuta i zacięcie wszelakie i cały ten babsztylyzm, który gdzieś mi wcięło.
Istnieje taka teoria, że jedne kobiety gubią babsztylyzm by inne mogły go odnaleźć…dokładnie tak jak się wielce niskie nominały znajduje w kałuży błota. Sięgasz i masz.
I nikt kartek nie rozwiesza “Zgubiono babsztylyzm – NAGRODA”.
Bo chociaż ma power i wielką ważność to jego zguba przypomina odpadnięty guzik w rzadko używanej, eleganckiej koszuli.
Orientujesz się przypadkiem kiedy ją zakładasz po roku, z okazyjności okazji i najzwyczajniej guzika brak.
I wtedy sobie myślisz, że szlag by to nadał, bo guzik niezbędny, a zagubiony i żaden inny przyszyty w to miejsce choćby nie wiem jak się starał – do reszty pasować nie będzie.
I tak to.
Coraz mocniej czuję, żę brnę w las. A na czytaniu mapy znam się jak na fizyce kwantowej… I znając moją orientację w terenie to tylko pogarszam sytuację zamiast jak człowiek wrócić się póki jeszcze czas. Tylko, że w życiu tak się nie da. Żadnego wracania. Dobra mapa i do przodu bracie.
No to zostałam pożarta przez wilki.
Alleluja.
______________________________________
Z okazji nieumiejętności pisaczej podnoszę skille w Illustratorze.
Stąd Lisson udłubany w krzywych – kompletnie bez przekazu.
(gdybyś jednak czytleniku potrzebował jakiegoś to można po najmniejszej linii oporu pójść i uznać, że miłość jest chytra
)
o!
no to idę, bo brzuch mi skwierczy jak cholera.
Pulpoon
Kolejna produkcja
Tym razem uparłam się, żeby poradzić sobie z transparencją
. Miał być stwór i miał być transparentny. Koniec i kropka. No to ziuuuu – oto i Pulpoon:
Wsio zrobione w Illustratorze. Main goal – to poradzić sobie ze wszystkim tylko w “krzywulcach”. Żadnego Photoshopa. Null.
Generalnie spędzam ostatnio baaaardzo dużo czasu pijąc kawę i studiując tutoriale. W życiu bym nie podejrzewała, że taka ilość wiedzy może zmieścić się w moim małym rozumku.
Najwyraźniej z nadmiaru informacji mi opuchł i stąd zwiększona pojemność. Tak więc spodziewajcie się kolejnych bezsensownych produkcji by me
A tu widok “outline”:
A w przygotowaniu:
Nie mam jednak pojęcia jak potoczą się lisie losy. Póki co jest głowa hrhrhhr.
Ahhh no i jeszcze koci łepek na zamówienie barat ciotecznego.
Kot będzie jeździł na motorze jako nalepka
Pierwotnie miał inne wąsy, ale pan nalepkarz się zbiesił..no i wąsy zrobiły się bardziej wąchalowate niż kocie.
Jak już wsio będzie wyprodukowane to zamieszczę zdjęcie. O!
I to na tyle jeśli chodzi o stworze nadprodukcje.
Dookoła Londynu w 3 dni
Londyn na baaardzo wręcz szybko +spóźnienie na samolot.
Kiedyś tam wrócę i na spokojnie sobie wsio poobserwuję. A póki co w locie…
Spotrzeżenia:
1] każdy robi sobie w Londku to co chce – nawet jeśli oznacza to chodzenie półnago w mróz…nikt nie zwróci nawet uwagi
2] w metrze jest jak w tropikach, tylko wody nie ma
3] mało kto mówi naprawdę w real english – potworna mieszanka narodowości
4] przejazd autobusem piętrowym z nosem przy szybie podwyższa adrenalinę (przy hamowaniu niezbędna lignina)
5] w pubach nie ma dymu papierosowego i wychodząc z niego nie pamiętamy nawet, że w nim byliśmy
6] kobiety są po prostu ładne (może to ta mieszanka narodowości tak dieła? – a ja słyszałam, że angielki są brzydkie…heh)
7] londyńscy Polacy są mili – szczególnie Ci, którzy posiadają pracę
8] za śniadanie dla dwojga w kawiarni można w Polsce kupić dobry serial na DVD lub buty mało wygodne acz szykowne
9] metro jest metrem i jest duże
10] ludzie po prostu są mili… ot tak – co wcale nie oznacza, że nie mogą nas potwornie wkurzyć. Przykład: miły pan z obsługi hotelu, który przynosił nasze bagaże 30 z górą minut dzięki czemu nie zdążyliśmy na samolocik
11] Londyńczycy nawet w wersji najbardziej odczapowego ubioru trzymają klasę
12] czerwone światło na przejściu dla pieszych nie oznacza, że należy stać. Stoją tchórze, looserzy i ludzie o naprawdę słabych nerwach. Ci o średnio słabych dają radę i przechodzą..
13] sklepy to jakieś szaleństwo –po prostu jest wszystko
14] Apple Store to przereklamowany dość mocno mit – wbrew obietnicom nie zrobił najmniejszego wrażenia
15] w londyńskiej taxi zmieściłby się i średniej wielkości słoń.
16] wszystko, ale to wszystko co wydrukowane, nalepione, powieszone jest pięknie zaprojektowane
itd….
Nie jest to raczej moje miejsce na ziemi, ale cieszę się, że istnieje zaprzeczając tym samym sensowi szaro-buro-nijakości polskiej.
I zdjęcia – klikać w celu doznań bardziej wzrokowych :>



