Nowe ID i nic nowego do powiedzenia

qqqqqqqqqqqqqqqqqqqqqqqqqqqqqqqqq
Czuję się fatalnie…dzisiaj zaliczyłam denstystę. Zatruł mnie cyjankiem i poszłam do nieba…a przynajmniej jeden z moich zębów…. Kichanie zniknęło, za to pojawił się churgocząco-dudniący kaszel podczas, którego wyrywa mi trzewia i miącha nimi po całym wnętrzu. Przyjemnie czuć się taką małą, biedną i bezsilną…tak dla odmiany :P
Dieta trwa..no może orbiterek odstawiony, bo do aureolki to ja wbrew pozorom aż tak się nie spieszę. Ale jestem dzielna. Rozliczne pokusy zagłuszam suszonymi jabłkami lub szczyptą bakalii i jakoś żyję bez czekoladowego raju (ale co to za życie!!!)….eh
Dzisiaj asystentka dentysty przyznała mi się, że lubi jak pada i lubi jesień! ha!!! Więc jest nas więcej!!!!!! Jupiiii!!!!
Na nic nie mam dziś siły, ale na blogu tuptam i krzątam się jak dobra kura blogowa. Szkoda, że z wyjazdów jak do tej pory wyszły nici…ale jak mniemam będzie czas i temu zaradzić i to w pięknym stylu. Po prostu to nie ten moment. I już. Za chwilę machina kalendarzowa ruszy pełną parą i czuję już w kościach, że ten jakże miły okres w roku da mi solidnie popalić. Zdobędę nie-jeden szczyt własnej kreatywności…to  pewne.
No nic..z rzeczy ważnych nie mam chyba dzisiaj nic do powiedzenia..
Z dobrych uczynków – uszczęśliwiłam dziś psiutkę:
eeeeeeeeeeeee

OOO – jeszcze obiadek tłuściocha – żeby nie było, że kit jakowy wciskam. Ryż brązowy z groszkiem i cebulką + rybki + ananas + sałatka z pomidorców, koperku i sałaty. AAA i sok jabłkowy bez cukru of course….
erererr
Mam nadzieję, że nie zanudziałam.

z poważaniem
Kura blogowa

Opublikowane w:  on wrzesień 23, 2008 at 5:00 pm Komentarze (1)

Katarzy Katarsis

qqqqq

Tym jakże miłym akcentem zakończę dzisiejszą nadproduktywność. Idę spać i wielka nadzieja ma, że się nie uduszę w nocy przez ten zapchany nos.
Dobranoc wszystkim i łączę się w bólu z innymi zakatarzeńcami.

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – -

Opublikowane w:  on wrzesień 18, 2008 at 8:48 pm Komentarze (1)

Na chorobowym…ciąg bliższy niż dalszy

wwwwwwwwwww
No i super…to się pocieszyłam chorobową wolnością…Ciurczy teraz i z nosa i z oczu i skrobie gardło.
Z orbiterka nici…chyba, że postanowię umrzeć jeszcze dzisiaj. Wcale nie szybko i nie bezboleśnie, ale za to ze 100% gwarancją.
Jeśli przyjdzie Wam do głowy użyć kropelek Acatar to ostrzegam – to mogą być ostatnie chwile waszych myśli, albowiem po zażyciu kropelek wyżre wam cały mózg. Jako się stało mi właśnie, albowiem nie wiem co mnie napadło – postanowiłam usmazyć dziś jogurt. Tak…właśnie tak – jogurt. No może nie do końca taki sam, samiutki. Zmiksowany nowiuśkim mixerem (kolejna sztańska maszyna zaraz po orbiterku), razem z płatkami owsianymi, sliwakmi suszonymi, tako samymi bananami i orzechami. Wyszła śliczna gładka masa, a że z okazji diety nie wolno mi jej było zjeść więcej niż 2 łyżki  – postanowiłam resztę przeznaczyć na patelnię.
Jak nie trudno się domyśleć był to więcej niż głupi pomysł. Placki wyglądały nawet jak placki…tylko z konsystencją coś poszło nie tak – bo raz ruszone maziały się potwornie. Na szczęście nie głoduję, a jedyne co potrzebowałam to zaeksperymentować. Tak więc eksperyment był, smród poniekąd też (przez chwilę wierzyłam, że konstystencja się poprawi jak się placuszki mocniej przypiecze), a że nie udany – to inna para kaloszy i nie należy się drobnymi niepowodzeniami przejmować.
Zadzwonił też dzisiaj klient, że w przyszłym tygodniu ma mi do zaoferowania sajgon zleceniowy. Nie powiem – jestem happy bo w przyszłym tygodniu katar będzie over, a bez pracy i utyskiwań klientów – to ja jak bez wody.
O!…
I skończy mi się zaraz papier do nosa…szlag to…
Idę chorować w spokoju dalej.
ściski niezaraźliwe

aaaa i jeszcze Mood logosy:
1) na wysoką temperaturę
2) i na niską

over

Chory Horror

No i zagadka się rozwiązała. Oto czemu mnie tak bolało gardło na orbiterku  – jestem chora. Ciurczy z nosa, swędzi w gardle, a mięśnie bolą jak jeden wielki sinial. To wcale mnie nie zwalnia z obowiązku kochania jesieni. Nawet jak się zastanowić to całkiem miłe to chorowanie. Jeśli nie udało mi się zurlopować – to teraz dzięki chorobie nadarza się świetna okazja na odpoczynek.
Rzecz jasna nic różowe być nie może więc i side effects być muszą. Ciurczenie z nosa przeżyję – gorzej z ciurczeniem z oczu. Wtedy zamiast czytania, surfowania i grania w wowa – mogę sobie plackiem na łóżku poleżeć i oglądac świat przez strugi łez.
Jesień odwzajemnia moje uczucia. A to, że na mój odpoczynek wybrała koniec tygodnia to już inna para kaloszy.
Podobno w przyszłym roku wszystkie święta wypadają w weekendy – więc czas się zacząć przyzwyczajać.
Na stronie LINK znalazłam ilustrację mego stanu. Ale warto zobaczyć też całą resztę. Ja tam się zakochałam w tych marionetach.

Capture2
© 2008 Red Nose Studio. All rights reserved.

No nic..idę grzać stopy pod kołderką.
Ave!

Opublikowane w:  on wrzesień 17, 2008 at 4:29 pm Dodaj komentarz

Czekoladowa myśl…

wwwwwwwwwwww
Wszystko mnie boli…wszyściuchno. Dobrze, że ktoś wielce mądry wymyślił podziębienie, a potem ktoś równie mądry o ile nie bardziej – stworzył Ferwex. Cudowny lek dzięki, któremu człowiek obolały i po brzegi wypełniony wodą (tej rzecz jasna na diecie mogę sobie pić do woli…) śpi od nocy do rana bez przystanków toaletowych, tudzież koszmarowych. Sny wybija, znieczula mięśnie – jednym słowem podziębieniowy głupi jaś.
A Jaś głupi, bo co to za pomysł, żeby za ciężko zarobione pieniądze kupić sobie narzędzie szatana w postaci orbiterka. Naprawdę – niektórzy ludzie nie mają na co pieniędzy wydawać. Powinnam leżeć do góry brzuchem, na mega wygodnym leżaczku i popijać drinka z taką małą, śliczną parasoleczką. Ale nie..ja sobie narzuciłam dietę pod wpływem cholernych zdjęć z przeszłości, gdzie kibić ma witka była, a pęcina w rozmiarach rozsądnych.
No i teraz mam – to co myślałam, że chciałam. ehhh
Istnieje szansa, że jakoś się z tego wykaraskam – może nawet wyładnieję zimowo i zmieszczę się w ukochane spodnie…ale póki co…

—————————————————————-
Modlitwa wieczorna

Panie Boże..ja wiem, że jesteś bardzo zajęty tworzeniem nowych, zgrabnych ludzi, którzy mogą jeść co tylko zechcą i nie tyją..
Wiem też, że pomagasz tym co w potrzebie są, oraz skracasz męki tych którzy się męczą.
Usłysz Panie Boże skrzyp mego orbiterka – bo strasznie on cierpi pode mną. Ukróć jego męki.. Ja wierna Tobie – błagam…sugeruję – byś pomógł cierpiącej maszynie i kazał jej zamilknąć raz na zawsze. Niech orbituje tam gdzie tęcz miliony i chmury z waty cukrowej.

Amen

Opublikowane w:  on wrzesień 15, 2008 at 9:27 pm Dodaj komentarz

So if you love me…

No dobrze…udało się…wreszcie skończyłam.
Moje ciało obolałe (orbiterek)…dusza skowyczy (chyba z głodu ciała). Szlag mnie trafia i ponoć wszystkiego się czepiam. Ale tak naprawdę to bardzo, ale to bardzo potrzebuję odpoczynku, a nic nie wskazuje na to, żeby sie drań jakos specjalnie do mnie spieszył.
Dzisiaj miałam fatalny nastrój…właściwie to bardziej płaczliwy niż fatalny. I nic, ale to kompletnie nic nie poprawiło mi nastroju.
Dlatego zgodnie z postanowieniami jesiennymi postanowiłam, że przynajmniej dokończę grafikę. Co prawda miało to byc kompletnie co innego – coś co zaczęłam wacomić na Mazurach…ale nic z tego nie wyszło. Za to powstała skała (przez wielu nazywana wielkim penisem) oraz postać dziewczyny i duchona.
Klikać w obrazek poniżej dla wersji zzomowanej :)

aaaaaaaaaaaaaaaa

I close-up:
33333333333
22222222222

Opis wrzucony pod pracę na serwisach graficznych brzmiał:

I don’t want to be a soldier
Who the captain of some sinking ship
Would stow, far below

So if you love me
Why’d you let me go?

I took my love down to Violet Hill
There we sat in snow
All that time she was silent still

So if you love me
Won’t you let me know?

by Coldplay
—————–

She waits for him to come, cause he left her..
She doesn’t notice another one that loves her so much
- that he sits always near and watch her back.
Hope she will understand what kind of love she really needs..

Po polsku brzmi jakoś tak jeszcze bardziej patetycznie, więc się powstrzymam od patriotyzmu.
Hmmm…. głodna jestem. I nienawidzę czekać, oczekiwać…trwać..

Na dzisiaj to tyle. Marzy mi się wielki kawał tortu, który da mi czekoladowe szczęście………….

Opublikowane w:  on wrzesień 13, 2008 at 10:13 pm Dodaj komentarz

Cold outside – so Coldplay

Zrobiło się zimno. Kupiłam dwa swetrzyska.
Razem z deszczem i zimnem przypełzła melancholia. Wdrapała się na najwyżsża półkę z książkami, których nikt nigdy już nie przeczyta, z kurzu uwiła gniazdko.

A ja postanowiłam wziąć się za siebie.
Z postanowień jesiennych:
- polubić siebie
- rysować raz dziennie nawet jak będzię straszna za przeproszeniem z tego wychodzić kupa
- zainteresować się innymi, a nie myśleć o tym, że jestem najbidniejsza pod słońcem
- zdążyć być wiarygodnie happy zanim mikro czarne dziury pożrą ziemię w 2012 ;)
- zadzwonić do babci….bo moge nie zdążyć. Strasi ludzie znikają jakoś tak po cichu
- schudnąć, co się równa polubieniu siebie i nie jest aż tak trudne (zakupiony orbiterek magnetyczny ha!)
- poprawić wreszcie swoją stronę domową, bo ciagle mi się nie chce
- żeby mi się więcej chciało, bo potem zawsze żałuję, że czegoś nie zrobiłam z czystego lenistwa

Tak wiem…wszystko brzmi jak postanowienia noworoczne, ale quess what – na planecie uM25 Nowy Rok zaczyna się zawsze na jesieni – dokładnie wtedy gdy zachodzi jeden z umiańskich księżyców, a mrówka Ilonka wpada w pieśniany stan.

A teraz się oddalam….over
and wish me luck

Opublikowane w:  on wrzesień 8, 2008 at 6:52 pm Komentarze (2)