![]()
Czuję się fatalnie…dzisiaj zaliczyłam denstystę. Zatruł mnie cyjankiem i poszłam do nieba…a przynajmniej jeden z moich zębów…. Kichanie zniknęło, za to pojawił się churgocząco-dudniący kaszel podczas, którego wyrywa mi trzewia i miącha nimi po całym wnętrzu. Przyjemnie czuć się taką małą, biedną i bezsilną…tak dla odmiany ![]()
Dieta trwa..no może orbiterek odstawiony, bo do aureolki to ja wbrew pozorom aż tak się nie spieszę. Ale jestem dzielna. Rozliczne pokusy zagłuszam suszonymi jabłkami lub szczyptą bakalii i jakoś żyję bez czekoladowego raju (ale co to za życie!!!)….eh
Dzisiaj asystentka dentysty przyznała mi się, że lubi jak pada i lubi jesień! ha!!! Więc jest nas więcej!!!!!! Jupiiii!!!!
Na nic nie mam dziś siły, ale na blogu tuptam i krzątam się jak dobra kura blogowa. Szkoda, że z wyjazdów jak do tej pory wyszły nici…ale jak mniemam będzie czas i temu zaradzić i to w pięknym stylu. Po prostu to nie ten moment. I już. Za chwilę machina kalendarzowa ruszy pełną parą i czuję już w kościach, że ten jakże miły okres w roku da mi solidnie popalić. Zdobędę nie-jeden szczyt własnej kreatywności…to pewne.
No nic..z rzeczy ważnych nie mam chyba dzisiaj nic do powiedzenia..
Z dobrych uczynków – uszczęśliwiłam dziś psiutkę:
![]()
OOO – jeszcze obiadek tłuściocha – żeby nie było, że kit jakowy wciskam. Ryż brązowy z groszkiem i cebulką + rybki + ananas + sałatka z pomidorców, koperku i sałaty. AAA i sok jabłkowy bez cukru of course….
![]()
Mam nadzieję, że nie zanudziałam.
z poważaniem
Kura blogowa





