
Minęło sporo czasu od moich ostatnich “krzywych” wypocin. Zatabletowałam się na amen – koniec i kropka…a krzywe stały w kącie i bidulki marniały. Aż do dzisiaj kiedy to w przerwie na kawę dopadła mnie nagła potrzeba “urodzenia” Franciszka.
Franciszek to chłop dobry, lubiący małe ptaszyny (bez podtekstów Broń Boże!), skoki spadochronowe (może być bliżej ptaszyn jak sądzę) i żonglowanie płytami.
Z niewiadomych dla mnie, tudzież dla Franciszka przyczyn – na jego twarzy przez większość czasu gości gniew. Podobno ma to jakiś związek z jego toksyczną znajomością z niejaką Kasandrą*, która po jednej z kłótni wyrzuciła przez okno klatkę z kanarkiem Leosiem, po czym spakowawszy swój dobytek zniknęła z życia Franciszka raz na zawsze.
* “Narodziny” Kasandry w planach
P.S Po większa wersję Franciszka klikać w obrazek.



