Jesienna deprechutka

Jesień, jesień pełną gębą. Na kaloryferze świeczka o zapachu jabłek z cynamonem.
Tak dla odpędzenia jesiennych demonów.
I choćbym nie wiem jak się starała to i tak mnie dopadną.
Myślę sobie o tym jaka stara juz jestem, myślę o swoich wyborach, ludziach, na których w życiu natrafiłam. O tym co im zawdzięczam lub czego wybaczyć nie mogę.
O swoich dobrych uczynkach i wszelkich grzeszkach.
I czuję, że do szczęścia jeszcze mi daleko. Ale to dobrze, żaden tam dramat. To tylko mobilizacja całej mnie, żeby sięgnąć po więcej, lepiej..
Notorycznie szukam siebie. Nie powiem, że wszędzie. Może w tym właśnie moja małość. Szukam w kółko, w obrębie tego co znam i co uważam za bezpieczne.
A przecież gdzieś jestem. Uśmiechnięta, wyluzowana, moja i tylko moja ja. Taka jaką jestem naprawdę.
Brak mi przewodnika. Cholernie mi brak.
Kogoś kto na mnie krzyknie, że nie tędy droga, pociągnie za rękaw kiedy źle skręcę.
No wiem..to tylko głupie tłumaczenie…bo to ja sama muszę wybierać kierunkowskazy.
I wcale nie muszą być właściwe. Jasne, że stale zbaczam z drogi. Trudno się w końcu dziwić. GPS-a życia nikt jeszcze nie wymyślił. Trzeba ruszyć i błądzić dotąd aż się trafi.
Inaczej trudno będzie zachować do siebie samego szacunek.

Ja się boję jednego. Że ja już siebie znalazłam.
Że taka właśnie jestem.
Pogubiona.
Zakompleksiona.
Brzydka.
Zła.
Głupia.
Naiwna.
Sama.

………………………………………………..

Opublikowane w:  on październik 31, 2007 at 7:14 pm Komentarze (3)

Zapałczywość

Strasznie tego u siebie nie lubię kiedy się tak do czegoś zapalę i zaczynam czuć fantastycznie.
Czuję się źle, bo gdzieś tam wiem, że znowu podetnę sobie skrzydła. Przyzwyczajona do porażek nie zauważam, że sama sobie psuję fun – tak na wszelki wypadek. Uprzedzam wypadki niby chroniąć siebie, a w rzeczywistości zabraniam tego co dla mnie dobre. Zamknięte koło – bo kiedy się tak zapalę do pomysłu, a zrobię też dużo lub raczej NIC żeby do jego wykonania niedopuścić – popadam w deprechę i coraz większy marazm.

No i wymyśliłam sobie sposób. Zaczęłam szukać koloru. To taki pomysł, z którego trudno zrezygnować, bo nie wymaga za dużo wysiłku. Siedzę sobie, obserwuję, a jak zobaczę kolor to po prostu pstrykam fotę.
Nie wiem nawet co sprawia mi większy fun – ponowne odkrywanie koloru, czy ta dociekliwość własna w obserwacjach rzeczy małych. Małych, czyli takich, na które w życiu codziennym nie zwraca się żadnej uwagi. Ot tak przechodzi obok.
Mam swoją misję, a jeśli się powiedzie – zabiorę się za sprawy większe.
Większe czyli takie, które leżą mi pod nogami i przeszkadzają iść dalej.

Wish me luck!

Opublikowane w:  on październik 25, 2007 at 4:34 pm Komentarze (1)

Co zrobiło na mnie wrażenie

Poza rzecz jasna frekwencją na tegorocznych wyborach ;)
W zasadzie nie jedna rzecz, a trzy :)
Po pierwsze zdjęcia na TEJ stronie!
Cytuję: “…  W lipcu 2002 r. w miejcowości Krzywa w Beskidzie Niskim, z inicjatywy Piotra Janowskiego, fotografa z „Gazety Wyborczej”, odbyły się warsztaty fotograficzne dla dzieci z terenu byłego PGR-u. Warsztaty zostały zorganizowane w ramach działań prowadzonych przez Stowarzyszenie Rozwoju Sołectwa Krzywa, zajmujące się pomocą dzieciom i młodzieży z tych terenów. Plonem warsztatów jest m. in. album pt. „Świat. Fotografie dzieci z Jasionki i Krzywej”, w którym obok kilkudziesięciu zdjęć dzieci znajdzie się tekst Andrzeja Stasiuka: przepiękny, liryczny obraz codziennego życia i otaczającego świata, stworzony przez dzieci, które po raz pierwszy trzymały w ręku aparat fotograficzny….”



Po drugie TA pani, czyli Louise Bourgeois – największa żyjąca – i tu uwaga!!! 95-letnia!!!! rzeźbiarka.
Jej gigantyczne pająki, przedziwne narośla, protezy, purchle i wszelakie członki – tworzą obraz fascynującej osobowości.
Nic nie jest tu opowiedziane wprost – widz sam musi sobie dopowiedzieć większość znaczeń.
Pani Louise B. filtruje wszystko przez dziecięcy
Jestem zachwycona jej konsekwencją i uporem w tym co robi.
Podziwiam – całą sobą :) za ODWAGĘ, której najnormalniej w świecie większości ludzi brakuje.

I ta trzecia rzecz – to film dokumentalny “Rytm to jest to”
w reżyserii Thomasa Grube, Enrique’a Sancheza Lanscha.
Wycisnął łzy wzruszenia, a przede wszystkim podbudował i jakoś
napełnił nową mocą i wiarą.
“Rytm to jest to” – to pierwszy tak wielki projekt edukacyjny Orkiestry Filharmonii Berlińskiej,
zrealizowany w ramach programu Zukunft@BPhil i sponsorowany przez Deutsche Bank.
Ideą tego projektu było zaprezentowanie spektakli muzycznych przezd jak najwięksą publicznością,
w których udział wzięła młodzież w różny wieku, z różnych  środowisk społecznych i kulturowych.
“Rytm to jest to” to zapis niezwykłej podróży muzycznej, pasji, pracowitości, miłości, uczenia się szacunku
dla róznych od nas ludzi i radości życia.
Fantastyczny jest dyrygent Sir Simon Rattle  oraz Royston Maldoom, których po prostu warto posłuchać.
Polecam wszystkim!

I to by było na tyle.
No może jeszcze tyci radość, że wygraliśmy wybory :)
N amokotowie były fajerwerki ;)
Wierzę, że może wiele się zmienić :) i obym się nie myliła.

Opublikowane w:  on październik 21, 2007 at 9:30 pm Komentarze (1)

Boi Dudki

Sama nie wiem dlaczego, ale coraz częściej odkrywam, że ludzie mi bliscy boją się być szczęśliwi.
Rodzą się we mnie podejrzenia, że może to być plaga dzisiejszego świata.
Wybieramy coraz częściej wygodę zamiast szczerości.
Cholera wie dlaczego…
Nie wiem czemu się tego tak boję..tej zarazy strachu…
może po części czuję, że i mnie powoli to dotyka.
A  taka wygoda rozleniwia…rozwala…przykuwa w jednym miejscu.
I nawet się nie pamięta jak to jest kiedy czuje się wiatr we włosach.

Czekam na szczepionkę..albo szybkie oświecenie.
No właśnie..CZEKAM
Pierwszy objaw zarażenia….

…….

Widoczki z dzisiaj..świeżuchno z balkonu

Opublikowane w:  on październik 18, 2007 at 9:07 pm Dodaj komentarz

Powoli lekko pochylam się
Powoli lekko pochylam się
Wystarczy jeden jedyny krok
Wystarczy by przerwać najcieńszą nić

Może jesteś gdzieś obok
I przyglądasz się jak
Przestaję być sobą
Ciekawe czy znów dobrze bawisz się

Jeden ruch spadam a moje myśli
Rozbiją się o kamień
To jest jak opium wciąga i czuję się
Coraz słabiej

I jeśli jesteś gdzieś obok
I przyglądasz się jak
Przestaję być sobą
Ty czekasz jak sęp czy skoczę…
Nigdy! Nigdy! Nigdy!

Niech rani mnie mocniej
Niech rani mnie aż do krwi
Każdy dotyk czuły aż po ból
Teraz ranić może jeszcze ostrzej
Rań mnie mocniej!
Niech rani mocno gdy stoję wciąż
O jeden krok
Za blisko bym mogła się uwolnić

I jeśli jesteś gdzieś obok…

Niech rani mnie mocniej…

Koziorożec
(Muzyka i słowa: Edyta Bartosiewicz)
(Płyta „Sen”)

Opublikowane w:  on październik 9, 2007 at 5:30 pm Komentarze (3)