
Jesień, jesień pełną gębą. Na kaloryferze świeczka o zapachu jabłek z cynamonem.
Tak dla odpędzenia jesiennych demonów.
I choćbym nie wiem jak się starała to i tak mnie dopadną.
Myślę sobie o tym jaka stara juz jestem, myślę o swoich wyborach, ludziach, na których w życiu natrafiłam. O tym co im zawdzięczam lub czego wybaczyć nie mogę.
O swoich dobrych uczynkach i wszelkich grzeszkach.
I czuję, że do szczęścia jeszcze mi daleko. Ale to dobrze, żaden tam dramat. To tylko mobilizacja całej mnie, żeby sięgnąć po więcej, lepiej..
Notorycznie szukam siebie. Nie powiem, że wszędzie. Może w tym właśnie moja małość. Szukam w kółko, w obrębie tego co znam i co uważam za bezpieczne.
A przecież gdzieś jestem. Uśmiechnięta, wyluzowana, moja i tylko moja ja. Taka jaką jestem naprawdę.
Brak mi przewodnika. Cholernie mi brak.
Kogoś kto na mnie krzyknie, że nie tędy droga, pociągnie za rękaw kiedy źle skręcę.
No wiem..to tylko głupie tłumaczenie…bo to ja sama muszę wybierać kierunkowskazy.
I wcale nie muszą być właściwe. Jasne, że stale zbaczam z drogi. Trudno się w końcu dziwić. GPS-a życia nikt jeszcze nie wymyślił. Trzeba ruszyć i błądzić dotąd aż się trafi.
Inaczej trudno będzie zachować do siebie samego szacunek.
Ja się boję jednego. Że ja już siebie znalazłam.
Że taka właśnie jestem.
Pogubiona.
Zakompleksiona.
Brzydka.
Zła.
Głupia.
Naiwna.
Sama.
………………………………………………..












