Ziemia

ziemia

Udłubane jak zwykle w Illustratorze.
Jedynie zadrapania i brudki dodane w Photoshopie.

I close-upy (click, click for bigger version):
111

2222

333

4444

I jeszcze jak zwykle siatka :) :

555

Illville Hotel–projekt

illville-hotel

Projekt dla ILLVILLE HOTEL.
Mnie możecie znaleźć w pokoju 15g :)
Całość udłubana w Illustratorze.

I close upy (click, click for bigger version):
777

111

!cid_1139DE92-0D76-4B01-A0F0-B4F80BDB8784

333

444

555

666

999

888

I tradycyjnie siatka:
siatka

A morze by tak…

P1300447b

Ponieważ ostatnio tylko pracowaliśmy postanowiłam, że wybierzemy się na jednodniowy, a może i dwu – wypad nad morze. Jak zwykle wybrałam Krynicę Morską i „już” po 5h jazdy dotarliśmy na miejsce.
Zdecydowanie spotkało mnie rozczarowanie. Taka śliczna mieścinka z urokliwymi domeczkami zamieniła się w lansersko-disco polowe coś. Trudno mi właściwie znaleźć właściwe określenie. Tłum wystrojony jak na odpust, wszędzie stragany z chińszczyzną jednorazowego użytku, ni kuta miejsca do zaparkowania.
Po pierwsze orżnięto nas na rybie, po drugie nie dało zapłacić się kartą, po trzecie dostałam mandat za niezapłacenie w parkometrze…(sobota do licha!!!!), po czwarte cała plaża zawalona reklamami, bannerami, dmuchanymi puszkami z piwem, nawet stanowisko ratownika obklejone logo NIVEA…
Do chińskich plaż jeszcze nam daleko, ale nawet i tutaj ledwo można było się poruszyć tak by nie wdepnąć w czyjąć przestrzeń prywatną. Psy, dzieci, brzuchaci, szczupli, biali i Ci całkiem czerwonoskórzy – wszyscy czuli się w obowiązku wydawać dźwięki – a to płaczem, a to radiem, a to zdezorientowanym tłumem psem…..
Nie minęły 2 minuty jak zapragnęłam wracać.
To zdecydowanie przestało być po prostu morze.
Nie usłyszałam w tym rozgardiaszu ani jednej mewy… ciężko nawet było skupić się na samym morzu, bo po prostu zostało całkowicie przez ludzi przytłoczone.

No i tak to.
Za to wyprawa zachwyciła mnie gofrem z prawdziwą śmietaną oraz frużeliną.
I rzecz jasna towarzystwem oraz samym faktem, że ruszyliśmy się z domu udawać, że jedziemy na mini urlop ;P.
Od gadania przez całą podróż z Aną – siostrą T. rozbolało mnie gardło, ale gdyby nie to gadanie cała podróż zdecydowanie nie miałaby sensu. Hough.
Tym samym sezon idiotycznych wypadów – spontanów uznaję za zamknięty ;)

goferek

Ana & T
morze
555

Goodong

Z okazji wczorajszego bimbania postanowiłam wypatrzeć sobie oczy już do końca. Jako, że pogoda była cudna i aż się prosiło pacnąć się gdzieś na trawie – mój wybór padł na całodniowe siedzenie przed komputerem i “krzywienie” kolejnego doodlesa. W sumie jak na niego patrzę to aż nadziwić się nie mogę, że zajmuje to aż tyle czasu. Skończyłąm późnym wieczorem po 24:00.
Nie do końca jeszcze jestem zadowolona z efektu końcowego – możliwe, że to kwestia tła, albo dzisiejszej daty 13-tkowej. Well….czeka mnie jeszcze nałożenie grafiki na siatkę pudełka dla ulubionego Klienta. BTW – pozdrawiam! Tak więc doodles wektorzy idzie dzisiaj w odstawkę, ale ponieważ nie mogę się doczekać żeby go przedstawić światu – oto Doodlon
GOODONG222
GOODONG3333
GOODONG44444Jak już się zbiorę w sobie po zjedzeniu najpewniej łyżki masła orzechowego – wrzucę również siatkę i parę close-upów.
Doodlon zdiełany w Illustratorze, a podbicie kolorów, brudki i zadrpania dodane w Photoshopiu. O… I tak to.

P.S> Masło orzechowe wymyślił geniusz. Na chandrę jak znalazł…gorzej tylko z oddziaływaniem na tyły mojej sylwetki…ale cóż. Wsiego mieć nie można.

Girls are cool

Pierwszy weekend bez stresu co do terminów robót.
Doodluję zatem ile się da, żeby nacieszyć się własnymi stworami póki znowu nie będę mieć dla nich czasu.
Tym razem zrobiłam 3 doodle, ale na pierwszy ogień poszły dziewczyny :) .
Bo dziewczyny są COOL. Większe grafiki na mojej stronie www.gagatka.pl

Jak zwykle wsio w Illustratorze. Zamieszczam też od razu doodla, żeby było wiadomo skąd pomysł i podgląd siatki + close-upy.

I tak doodle:

Girls are cool blip

Gotowy stuff z Ilusia:

Girls are cool

Close-upy:

Region capture 4

Region capture 5

I siatka:

Region capture 3

Konik ma mechaty nosek

Untitled 1

Uwielbiam takie przerywniki od pracy. A dzisiejszy poniedziałek mimo mega stresu z oddaniem kilku robót okazał się przecudowny. Udało mi się uszczęśliwić paru klientów, a do tego przypomniał sobie o mnie pan, który już dawno wisiał mi troszkę pieniążków. Alleluja!
Nienawidzę niedziel, ale poniedziałki – poniedziałki mnie po prostu nie zawodzą.

DODGE or not to DODGE

Marzy mi się taki old-style samochód. Dodge, Mustang, itp. Jednakowoż wolę aby zostały w sferze marzeń. Nie chciałabym mieć stale problemów z reperacją, częściami i całym tym samochodowym crapem – nawet za cenę zadawania mega szyku. Tak więc samochód mam – taki makro do zwiedzania makro krain. HOUGH!



Komis

Wizyta w komisie była prawdziwą podróżą w czasie na jedyne w swoim rodzaju
cmentarzysko biurowe. Żałuję i kajam się, że nie wzięłam ze sobą “normalnego” aparatu. Zastanawiam się czy z okazji dużej, ogromnej wręcz ilości nadgodzin dam radę jeszcze raz się tam wybrać i zrobić sensowną sesję zdjęciową. Wish it was possible…

zdjecie5

zdjecie3

zdjecie

zdjecie2

Zakupy na szczęście

Jestem bardzo zmęczona. Poczułam jak bardzo dopiero wtedy gdy zatrzymałam się na chwilę.
Przez ostatnie kilka dni pracowałam codziennie od rana do 2.00 w nocy – jak w zegarku.
Wczoraj organizm zbuntował się i nawet nie zechciał usiąść do pracy. Nie zechciał nawet usiąść do komputera. Za to zrobił ciasto z ryżu risotto:
P1300014

Przepis banalny. Ugotowałam całe opakowanie ryżu risotto w litrze mleka sojowego (nie pijam krowiego, ale równie dobrze może być i mleko z kosmity), z rodzynkami, migdałami, połową szklanki brązowego cukru i laską wanilii. Gotowałam na wolnym ogienku dotąd aż ryż wchłonął całe mleko. Potem całość wystudziłam. Do powstałej brei dodałam 4 żółtka i wymieszałam porządnie. Wysmarowałam blachę masłem, wysypałam bułką (ja bezglutenową – ale lepsza jest zapewne taka normal) i nagrzałam piekarnik do 180 stopni.
Do brei dodałam ubite na sztywno 4 białka.
Do foremki wlałam trochę tej paci, potem posypałam bułką tartą, na to wysypałam rozmrożone wiśnie, kawałki jabłek i żywe poziomki, znowu wlałam pacię, posypałam lekko bułką, migdałami i kawałkami jabłek.
Piekłam ok. 45 minut do zarumienienia ciasta.
Najlepsze jest oczywiście na ciepło, a z dodatkiem sosu malinowego even better.
Przepis banalny – może trochę upierdliwe jest gotowanie tak długie ryżu – trzeba stale pilnować i mieszać żeby nie było katastrofy, ale ogólnie daję mu 7/10 możliwych punktów.
O… i tak to…bez pieczenia ciasta odpocząć się nie da.

Dzisiaj za to uszczęśliwiłam się zakupem płyty Manowar (the best of :P ), wiatraka oraz bacardi breezera, od którego sparaliżowało mi na czerwono całą lewą stronę twarzy. Kobieta musi mieć swoje małe radości. Zwłaszcza, że oddałam do naprawy swoją ukochaną urodzinowo-prezentową torbę, która zbiesiła się odpruwszy sobie podstępnie ucho. Naprawa ma trwać ponad 2 tygodnie, więc sama się dziwię, że z okazji tak długiej rozłąki wystarczy mi tylko 1 butelka alkoholizacyjna. well…
Do wszystkich tych, którzy uważają, że piszę właśnie o jakiś piardułach. UWAGA, UWAGA – jest drugie dno. Tylko nie mam siły się uwywnętrzniać bardziej. I w nosie mam literówki. Nawet piszę jednym palcem…reszta odpoczywa. Tak więc…jeszcze chwilka oddechu i zaraz znowu ruszam walczyć z rzeczywistością…żeby mnie było stać na wiele, małych, babskich radości.

11

Artyfiszal snoł

Zgłębiam tajniki fotograficznych sztuczek i matactw wychodzących poza umiejętności photoshopa.
Wczoraj dorwałam filmik niejakiego Eberharda Schuy-a o tym jak zrobić śnieg z soli.
Otóż bełta się dużą ilość soli ze średnią ilością wody, zanurza w niej lekko jakiś przedmiotong, a w razie potrzeby oszronienia – nanosi gęsty roztwór soli pędzelkiem.
Potem wsio zostawia się w cieple na jakieś 4h i można focić. Ah – dobrze tuż przed foceniem dodać trochę kropel wody dla większego realizmu.
Nie wyszło mi jednak tak pięknie jak panu B. – zgodnie z zasadą, że najprostsze rzeczy są najtrudniejsze, ale i tak swój pierwszy oszukany śnieg mam zaliczony.
Do swojego roztworu soli dolałam płyn do mycia okien – taki niebieściutki – własny final touch, żeby nie było że brak mi kreatywności.

I jeszcze pseudo-szron na kieliszku i wczorajsze burzowe chmury.

Previous Older Entries

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.