I jeszcze seksowny Pan Pomelo

8-go dnia Pan Bóg stworzył Pomelo. A 9-tego siedział okrakiem na buńczucznej chmurze i wcinał je do upadłego.
Nic dziwnego. Pomelo zawładnęło mym owocowym światem. Lubię pomarańcze..a i owszem, grejfruty też chociaż mniej, bo bywają gorzkie, ale pomelo?! Pomelo łączy w sobie słodycz pomarańczy, gabaryty i kolor grejfruta, a dodatkowo ma też żywiczno, miodowy posmak. I rozpada się w palcach – jego konsystencja jest prawie, że sypka!
Jeżeli nie znaleźliscie jeszcze idealnego podniebiennego kompana na zimowe wieczory (świetny przy oglądaniu filmów – można go podskubywać do woli, a on nawet nie piśnie) – to polecam, spróbujcie.
Pan Pomelo nosi zawsze, ale to zawsze seksowne, czerwone kabaretki, a jego pełne pośladki niewątpliwie są obietnicą zbliżajacej się rozkoszy…

Na potwierdzenie fotton vel Pomelon:
Pan Pomelo

Tym samym macham zamaszyście i może już wkrótce radosne opowieści jak Gagatka walczyła z soczewkami kontaktowymi i co z tego wyniknęło dla świata.

ściski

Opublikowane w:  on Styczeń 8, 2010 at 4:10 pm Komentarze (2)

Rozpusta, a głowa pusta

Wczorajszy dzień obfitował w organoleptyczną rozpustę.
Gdzieś w przestrzeni internetowo-blogowej znalazłam fantastyczne strony z genialnymi przepisami. Ponieważ raz na miesiąc mam świetne pomysły oraz potrzeby – tym razem dotyczyć one będą kucharzenia. Gospodyni domowa ze mnie kiepska, kura nawet gorsza. Nawet za jajkami specjalnie nie przepadam – no chyba, że spalonymi w formie jajecznicy na porządny wiór, tudzież na bardzo, ale to bardzo twardo. Ponieważ obydwoje z T. jesteśmy na diecie MŻ (mniej żreć) – obiady w postaci jaką znamy z domów rodzinnych w naszym konkretnie – nie funkcjonują. Karmieni przez ostatnie dwa tygodnie brązowym ryżem oraz tuńczykiem zapragnęliśmy choćby i nikłej odmiany.
I tak oto powstał obiad idealny z jeszcze bardziej idealnym deserem.

Pierwsze i ostatnie danie to ziemniaczki pieczone z rozmarynem na plastrze cytryny z dodatkiem łyżki masła oraz sałata z pomidorami z sosem balsamicznym okraszona niebieskim serem (wedle uznania) i posypana niezbyt obficie orzechem włoskim.

Deser natomiast to nic innego jak pieczone jabłko. Podniebienny orgazm gwarantowany!

Pieczone Jabłka a’la Księżniczka z Um25

fotka1
fot. Agata Janus czyli moi – Wszelkie prawa zastrzeżone!

Dla 2 osób potrzebne będą:

3 spore jabłka (wybrałam takie twarde, ale nie zielone)
3 łyżeczki skórki z pomarańczy (kandyzowana)
1 garść płatków migdałowych
4 rodzynki królewskie (chodzi o to, żeby były dość duże)
2 łyżki miodu (ja użyłam takiego zbrylonego, nie płynnego)
1 łyżka masła
1 łyżka przypraw do grzańca
4 łyżeczki cynamonu

Przygotowanie:

2 jabłka myjemy, ścinamy od góry tak żeby mieć kaputurek do przykrycia jabłka, nieobrane wydrążamy w środku tak żeby ścianki jabłek miały z centymetr grubości.

Pozostałe jabłko ścieramy na tarce na grubych “oczkach”. Mieszamy ze skórką pomarańczową, przyprawą do grzańca, płatkami migdałowymi (zostawić 2 łyżeczki) i 2 łyżeczkami cynamonu. Na spód wydrążonych jabłek wkładamy połowę miodu i po 2 rodzynki.

fotka1

Następnie upychamy naszą masę wewnątrz owoców i przykrywamy ściętymi “kapturkami”, które mocujemy do jabłek za pomocą wykałaczek.

fotka2

1 łyżkę miodu, 1 łyżkę masła, 2 łyżeczki płatków migdałowych oraz 2 łyżeczki cynamonu mieszamy razem i odstawiamy na bok.

Jabłka najlepiej umieścić w małych brytfankach – podczas pieczenia wycieka z nich pyszny sos, którego żal wylewać!

Piekarnik rozgrzewamy 200oC i wkładamy do niego brytfanki z jabłkami. Minutnik nastawiamy na 45 min.

Kiedy zadzwoni – odstawioną na bok mazaję umieszczamy na czubku każdego z jabłek i pieczemy wszystko jeszcze z 10 min.
Podany czas najlepiej kontrolować samemu! Gotowe jabłko dźgnięte palcem powinno się uginać ;)

Po wyjęciu chwilę studzimy, polewamy już wedle uznania – albo chudą śmietanką (po 2 łyżki na jabłko), albo śmietaną bitą, albo dodajemy gałkę lodów waniliowych.  Całość można oprószyć lekko czekoladą :) ..

Ot i wsio.
Orgazmicznie szczęśliwa ja!

Ziemniaczki “Happy We”

3333

Ilość w zależności od apetytu – ja zrobiłam tak:
8 ziemniaczków do pieczenia (kupiłam w Forcie Wola w markecie)
rozmaryn (do kupienia w przyprawach)
plaster cytryny
1 duuuża łyżka masła (ale masła -nie margaryny!)
folia aluminiowa

Przygotowanie:
Ziemniaczki myjemy dokładnie szczotą. Rozkładamy folię. Na folię kładziemy kolejno: plaster cytryny, ziemniaczki, łyżkę masła i całość posypujemy rozmarynem. Ja dodałam również odrobinę kminu (byle nie rzymskiego – flech!).
Zawijamy szczelnie i wkładamy na godzinę do nagrzanego do 200oC piekarnika – Voilà! – nasza podniebienna rozpusta gotowa!

Powyższe przepisy nie zaistniałyby nigdy gdyby nie blogi:

http://pannakota.pl/  (ulubieniec!)
http://www.kwestiasmaku.com/

______________________________________________
Smacznego! Dzisiaj odkryłam ciasto francuskie light! Możliwe, że zabiorę się za babeczki z gruszką i serem pleśniowym. Tudiduuuu!!

Do następnego kochani!

over

Opublikowane w:  on at 9:59 am Komentarze (2)

Oraz durny, potwornie durny kot

Panakota I

Panakota II

Panakota III

Naprawdę nie znoszę kotów :) o! 

Opublikowane w:  on Grudzień 29, 2009 at 5:00 pm Komentarze (1)

Świątynizm

ptaszon

konizm

czajnikizm

kuleczkizm

choinkizm

Opublikowane w:  on at 4:56 pm Komentarze (1)

Zadymior remake

zadymior

Za oknem wieje wicher, na stole resztki wigilijnej zastawy, a ja zalegam kanapowo i raduję oczy i babskie ego “Grey’s Anatomy” znalezionym pod choinką. Koniec roku już bliski i pierwszy raz czuję tak naprawdę, że “stare” zostawiam za sobą. Pierwszy raz niczego nie planuję i nie zakładam – “dobre” dzieje się samo. Lista postanowień na nowy rok jest passe.
Żeby nie było, że mieszkam w jakimś wydumanym, pseudo raju – końcówka roku była dla mnie więcej niż wyboista. Jednak to co mnie spotkało, przeciorało i zmaltretowało było początkiem zmian. A zmiany wedle mojego doświadczenia – zawsze wychodzą nam na dobre. Żeby isć do przodu – każdy kilometr drogi musi się różnić od poprzedniego – inaczej po prostu stoimy w miejscu.

Z góry też przepraszam za niezłożenie wielu osobom życzeń.
To nie jest brak szacunku ani posiadanie wszystkiego w podogoniu.
Nie miałam czasu gdyż zajmowałam się układaniem swojego życia i rozgryzaniem własnych problemów.
Zdarza się więcej niż często, że freakuję i znikam. Nie odbieram telefonu, ignoruję maile, gg i inne tleny. Kochani – ja wiem, że Święta to jest special time i wypada stuknąć choćby ze dwa miłe słowa – ale jeżeli nie ma Was w moim życiu większość czasu, jeżeli nie macie pojęcia co dokładnie dzieje się w mojej czaso-przestrzeni – just don’t judge me!.
Tak sobie uzmysłowiłam, że wcale nie jestem złą osobą i że daję z siebie czasem więcej niż trzeba, tak, że najczęsciej nie starcza już nic dla mnie. Dlatego proszę, zrozumcie – nie jestem w stanie obdzielić wszystkich jednakową uwagą. Mam posraną osobowość, która rzuca się na ratunek najbardziej potrzebującym. A jesli się rzuca to całą sobą. A po wszystkim jestem potwornie zmęczona i czuję się parszywie, że nie udało mi się uszczęśliwić wszystkich.
Dlatego oznajmiam – żadna ze mnie przyjaciółka. Nie jestem socjalnie udana i chociaż starałam się z tym walczyć – czas pogodzić się z faktem, że nie umiem tego zmienić.
Dlatego przepraszam Was kochani serdecznie i mam nadzieję, że macie happy Christmas nawet bez moich życzeń oraz zapewniam, że myślę o Was, czuję się notorycznie winna, ale nie robię z tym nic gdyż w tym konkrentym momencie życia potrzebuję się zająć po prostu sobą.

over

Opublikowane w:  on Grudzień 25, 2009 at 10:54 pm Komentarze (1)

Ohh Bunny…

Click for bigger version :)
oh bunny

Close-up (click for bigger version)
closeup

I siatka w Illustratorze :) jak zwykle:

siatka Bunniego

I nie..nie chce mi się pisać…sorry…

poza tym zaraz przyłazi hinduskie żarcie na białych, polskich nogach i idę zadowalać żołądek :)

Opublikowane w:  on Grudzień 2, 2009 at 5:57 pm Dodaj komentarz
Tags: , , , ,

Kuleczek mi się zachciało…

Idąc jak leming za świątecznym szaleństwem postanowiłam wyprodukować szklane kule.
Zadanie zacne – jak zwykle do niczego mi się to nie przyda poza własną, chwilową satysfakcją.
Jako referencji użyłam jakiegoś rendera znalezionego w googlach.
Zerkając i myszą szurając powstały te oto obrazki.
Zdaję sobie sprawę, że może Mr Penis umieszczony w śnieżnej kuli nie koniecznie wzbudza świąteczne nastroje.. Tym nie mniej – moje tworo-stwory szykują się już do świąt.

kule razem
klik po większe

I close-up:
close up
klik po większe 

I tradycyjnie siatka:
siatka

Opublikowane w:  on Listopad 18, 2009 at 2:26 pm Dodaj komentarz

Mr Penis

Potrzebna mi była kompletnie niepoważna wersja pana P. Wszystko w Illustratorze rzecz jasna :)

Powody nieznane, więc nie pytajcie.

Dziś czuję się fatalnie, właściwie fatalniej.
Czekanie na wyniki badań jest zawsze stresujące.
Więc staram się zapychać głowę głupotami, sieczką nicnieznaczoności – inaczej pogrążyłabym się na amen w tym dniu codziennym o kolorze rozwodnionej owsianki – i nijak byście mnie już nie ujrzeli.
Jaka to walka mieć siłę na siłę…
Jak grać, żeby swój własny organizm oszukać, że nie chory a w sił pełni i krasie?
Wysiłki..wysiłki…stale nowe.
A ja zmęczona jestem i wszystko mnie boli i ręce jak z waty.
I marzy mi się moja własna wyspa z pierzyny puchowej z latarnią z kubka z kakao… I chmury z ciepłych dłoni T.

I już się zmęczyłam…. więc nie pytajcie nawet o czym ten tekst.

over szmower

Opublikowane w:  on Październik 29, 2009 at 5:51 pm Dodaj komentarz
Tags: , , ,

Gogle z planety Pikuśpikuś

P1270533

P1270562

P1270585

Nie cierpię jeździć do Castoramy. Wszystko we mnie wre i burzy się. Nie cierpię i już. Jednakowoż okazjonalnie natrafiam na prawdziwe perełki zakupowe, które jak mniemam normalna kobieta omijałaby szerokim łukiem.
Tym razem taką perełką okazały się gogle spawalnicze. Do szczęścia brakowałoby jeno żeby były takie oldschoolowe, metalowe z szybkami ze szkła. Moje są niestety plastikowe w całości i wioną dziwną gumą, ale i tak pałam do nich wielką miłością od pierwszego obaczenia.
Koszt niewielki bo niecałe 30 zł – za to możliwość obejrzenia świata w kolorze ciemno, ponurej zieleni (z zamknietymi klapkami).
Prawda jest taka, że dylemat miałam, jako że tuż obok na półeczce leżała skórzana, czarna maska spawalnicza, która wręcz krzyczała: WEŹ MNIE, WEŹ MNIE!.
Od tej pory (solennie przyżekam!!) zaczynam czynnie omijać wróżki i inne cuda wianki gdyż poważnie boję się dowiedzieć czegokolwiek o moim porzednim wcieleniu.
Jedno jest pewne – jeżeli chodzi o T. – to trafił swój na swego.
Z Castoramy poza potrzebnymi deskami i workiem gwoździ unieśliśmy we własną czasoprzestrzeń również i łom (niebieski!), który to z kolei T. uznał za prawdziwe designerskie arcydzieło.
Tak więc czuję się dzisiaj szczęśliwa i zaspokojona w kolorze ciemno zielonej ekstazy goglowej.

over.

Opublikowane w:  on Październik 10, 2009 at 1:24 pm Komentarze (1)