Psinka Zazoon

pies-zuzon.png

Pies Zazoon – jako inspiracja tym razem posłużyła psinka allegrowo schroniskowa.
Sama nie wiem czy będzie kontynuacja. Dziś niczego mi się nie chce.
T. woli wersję blue – ja wolę wersję pale white samsink.

……

Opublikowane w: on czerwiec 30, 2009 at 1:11 pm Skomentuj

Znikający punkt

Moja babcia jest w szpitalu. Ma udar mózgu. Sparaliżowną lewą stronę. Nie może przełykać. Nie mówi i nie widzi.
Nie wie, że ją odwiedziłam. Spała kiedy przyszłam na tyle mocno, że nawet mycie jej nie obudziło.

Mam nadzieję, że zdążę się z nia jeszcze pożegnać i dać jej tego audiobooka, którego kupiłam a nie zdążyłam dać.

Odreagowuję cały dzień słuchając Audioslave-a – Gasoline.

qqqqqqqqqqqq

good-bye

I tak zdaję sobie sprawę z chaotyczności tego postu, ale nie wiem co jeszcze miałabym napisać. Teraz wszystko rozgrywa się gdzieś w mojej głowie i chyba nie do końca mam ochotę epatować szczegółami swoich emocji..

Opublikowane w: on czerwiec 26, 2009 at 5:13 pm Komentarze (1)

Księżniczka Subaru

subaru_princess 
Photoshop + wacom/ 3-4 dni z tycieńkimi przerwami ;)
I close up-y:
close-up

close-up2

close-up3  
- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – -
A tak to wyglądało wcześniej:
1
2
3

Opublikowane w: on czerwiec 23, 2009 at 5:23 pm Skomentuj

True King of Love

królon.jpg

Po intensywnym długim weekendzie – przyszedł czas na “krzywienie”. A, że moje rzeczywistości (liczba mnoga nieprzypadkowa) w większości są pokrzywione – wszystko grać powinno.

Lecz nie gra…
Coś się nastraja, ale bez sensu.
Ktoś gubi instrument, ktos inny nuty.
Dziś już nie mam ani siły ani ochoty w krzywizny swych zawiłości się zapuszczać.
Oddaję się zatem w ręce swej kołderki. Pulchne jak bochny chleba, wielkie jak morza nadzieji – odgrodzą mnie od zbytecznych myśli odpadków, aż do rana gdy cała zabawa życiem zwana zacznie się od nowa… I znowu gucio wiedzieć będę, za to odczuwać aż nadto.

i tak to.
dobranoc

Opublikowane w: on czerwiec 14, 2009 at 9:38 pm Skomentuj

Punkt G …

punkt G

Dzisiaj po dentyście ;P – don’t ask.

Opublikowane w: on czerwiec 10, 2009 at 9:56 pm Skomentuj

Mlekon świeży i raczej nie….

mlekon.jpg

Mały oddech od WoW-a i od Corela :P
Mlekon świeży i nie w Ilusiu.
A tera idu spać..
ave czytelnio

Opublikowane w: on czerwiec 3, 2009 at 9:08 pm Skomentuj

Happy 33

nightelf_male250x
Klik co by Pan Fiolet potańczył – klik hard..

Z okazji urodzin życzę sobie wszystkiego najlepszego. Czymkolwiek “wszystko najlepsze” jest. Wisieńką na torcie, utratą 300 kg wagi, wygraniem konkursu Corela, udanym życiem, albo ciekawym życiem, albo jednym i drugim…

3/5 lvl do 80-tki. Epicki mount latający i 300 golda w kieszeniach.
Żyć nie umierać.

Drogie życie w realu – screw You.
I niech  żyją Night Elfy – tak na dziś dzień niech żyją 100 lat!!!!!

P.S. Drogi Kocie vel PanaKota bardzo Cię przepraszam za dzisiejszą nagłą utratę kochones.

I tak – nowy epicki mount – dzięki Bogu za jego szybkość –
wrzody od razu mam mniejsze:
wow1
Nowa strzelba i wogóle broń – przesiadka z kuszy :/ bitewnej (btw ukochanej). W planach kolejna pukawka, ale to za 1500 golda wprzód:
wow2 

I jedno z zabawniejszych kamuflaży – tu na swoim ukochanym Czarnuszku vel Szkaponie, tuż przed polowaniem na wojowniczki smocze:wow3

ooooo…
ale dziś mam urodziny więc WoW nie działa na moim realmie.
Bo jak wiemy urodziny są do dupy i najlepiej o nich zapomnieć.
Tak więc przynajniej na blogu się WoW-em nacieszę.

A tort Mamusiu kochana jest BOMBA i kto nie jadł ten trąba.

Opublikowane w: on czerwiec 2, 2009 at 7:35 pm Komentarze (6)

Ciąg dalszy i nic się nigdy nie kończy..

konkurs

I 2 nowych stworzonów :)
3333  

Dzisiejszy dzień upłynął  radośnie na pracy w domu, przy dźwiękach walenia w rury (dźwięk rannego walenia, który utknął w rurach), w tumanie kurzu z rozkuwanej ściany (tylko tuman może się kurzyć gdy widzi, że ktoś pracuje ciężko by kurzyć mógł się ktoś), kompletnym bezkawiu z okazji śmierci mleka i innych wspaniałościach dnia poniedziałku.

Gdy już uporałam się z pracą, nie uporałam się z kurzem, który uporał się natomiast z wszelkimi przedmiotami w domu – począwszy na pomidorach, a skończywszy na odstępach międzyklawiszowych laptopa..

Dojechała za to nawigacja samochodowa, która żyje własnym życiem i co gorsze (wg T.) nie ma trójwymiarowych domków.
Wnioskuję z tego, że ludziki z mapy nie będą miały gdzie mieszkać. W płaskich domkach mieszczą się bowiem jedynie dywany i to te raczej mało puchate.

Uznaliśmy zatem, że nawigacja jest fantastyczna, ale że nie przeszkodzi nam w gubieniu się we własnym mieście. Jako, że gadżet to gadżet i w zęby mu się nie zagląda, co najwyżej wali w nie pięścią ze złości – wróżę nawigacji krótki acz intensywny żywot.

Przyczerniać nie ma sensu, bo i tak wszystko wyjdzie w praniu.
Zupełnie jak paszport T., który swe istnienie ujawnił dopiero po wyjęciu spodni z pralki. Swoją drogą straszny z niego sprycioszek, być paszportem i się przemycać cichcem do pralki.
Widać życie mu obrzydło.

Nikt tego jeszcze nie wie, ale lata liczy się w wypranych paszportach. Wg mojego kalendarza mamy rok 1.
Wszystko przede mną…

P.S do pana od projektowania tego dzyndzla do przyczepiania nawigacji do szyby – Słuchawka retro telefonu to wspaniała inspiracja, mam cichą nadzieję, że nie zasłoni mi połowy szyby.

……………………………………………………………………………………………

Opublikowane w: on maj 11, 2009 at 7:08 pm Skomentuj

Gone fishing

fishingggg
Godzinna przerwa w pracy ;P
No to ruszam szukać szczęścia…
Zawalona robotą nie mam czasu na rzeźbienie grafiki konkursowej.
Heh…
A tym czasem..borem, lasem..znaleźliśmy z T. będąc długo-weekendowo na Mazurach – kocurka. Jest to albo Maine coon, albo leśny norweski.

iiiiiiiiiiiiiiii fot. Marcin Jagnus – wszelkie bezprawia zastrzeżone

Chudy jak nitka z dziką kolonią czterdziestu paru kleszczy na sobie, rozpaczliwie miauczący i zagubiony.
Trzeba przyznać, że chłopak miał więcej szczęścia niż rozumu.
Zawieźliśmy go do weterynarza i już dnia następnego objawili się jego nowi właściciele.
Tak więc Rudy pojechał do Warszawy, szukać szczęścia w stolicy, a T. (bo to głównie on upierał się co by kocura ratować) zarobił wejściówkę do nieba bram.
No i tak to…

Cała reszta życia to wydatki, wydatki i jeszcze raz wydatki.
Never ending story.

Za to mamy z T. nową rakietę.
Alleluja.
Jeszcze nigdy obce galaktyki nie wyglądały tak bossko.

Opublikowane w: on maj 5, 2009 at 11:48 am Komentarze (1)